Zmęczenie internetem
Codziennie stała praktyka. Maile, RRS-y, Facebook i komunikatory. Najnowsze informacje w kilku kanałach jednocześnie, przesyt danych, wiadomości, zaproszeń, ofert. Wychodząc ze znajomymi prowadzimy rozmowy o informacjach z portali społecznościowych. Czy jesteśmy w stanie kiedyś się tym zmęczyć?
Internet jest najlepszym źródłem informacji, tym bardziej specjalistycznych i branżowych jednak coraz częściej można dojść do wniosku, że nie ma w nim nic ciekawego, że wszystko już gdzieś było, przejadło się, znudziło. Ile razy można czytać te same informacje na Facebooku dotyczące jednej konferencji? Czy potrzebujemy i chcemy widzieć co aktualnie robią nasi znajomi, gdzie jedzą i co zwiedzają? A może mnożymy filtry ułatwiające nam sprawną selekcję co jest wartościowe, a co nie?
Zakładamy na potęgę konta na wszystkich możliwych serwisach, przeważnie na każdym z nich mając ten sam skład znajomych. Po wyjściu z domu używając telefonów podajemy swoją lokalizację, na żywo komentujemy wydarzenia w których bierzemy udział, piszemy o nowościach i tak codziennie, codziennie, codziennie. Szybko uzależniamy się od stałych i najbardziej aktualnych porcji informacji, dlatego koniecznie kilkanaście razy w ciągu czytamy wszystko co możliwe, byle nie wypaść z rytmu. Byle wiedzieć. Czy będzie jeszcze gorzej? Pewnie tak, przecież to lubimy to, przecież taka mamy prace, przecież to normalne.
Zmęczenie internetem
Jednak po początkowym szale korzystania z wszystkich dostępnych technologii zaczynamy ograniczać źródła z których korzystamy, eliminować nieużywane konta, blokować niechciane aplikację. Rozsądniej wybieramy co tak naprawdę jest nam potrzebne, a co nie. Nagle z rzeczy niezbędnych tylko 10% okazuje się koniecznych do efektywnej komunikacji. Mamy często więcej czasu, który chcemy wykorzystać poza komputerem. Zrobić coś dla odmiany, odpocząć, żyć też offline. Widać już po nas, że bywamy zmęczeni Internetem, że czasem mamy go dość. Kochamy go i uwielbiamy na potęgę, ale potrzebujemy też czegoś innego. Zgadzacie się?
Autorką niniejszego gościnne wpisu jest Magdalena Kurtz.
Grafika pochodzi z serwisu: blog.insites.be.