Społecznościowa inwigilacja
Nie tak dawno opublikowaliśmy materiał o tym, że przed zatrudnieniem nowego pracownika - pracodawcom coraz częściej „zdarza się” sprawdzić jego wizerunek na portalach społecznościowych. I choć nie wszystkim podoba się ten pomysł, okazuje się, że zjawisko wciąż się rozwija i staje się pomysłem na biznes.
Ostatnio portal Gizmodo.com opublikował co najmniej intrygujący artykuł na temat pewnego projektu firmy Social Intelligence. Projekt ma wprowadzić na rynek możliwość zlecenia agencji sprawdzenia potencjalnego kandydata aplikującego na dane stanowisko lub osoby już zatrudnionej. A więc checking pracowników już nie długo będzie należał do wyspecjalizowanych w tym kierunku firm, które z pewnością znajdą więcej, niż pobieżnie przeglądający wyniki wyszukiwania szef.
Pierwszy kontrargument - sprawdzanie prywatnych materiałów publikowanych na prywatnych(!) profilach nie ma znaczenia z zawodowego punktu widzenia i właśnie dlatego pomysł powinien spotkać się z odgórnym zakazem. Nic z tego. Social Intelligence dostało w maju zgodę od FTC (Federal Trade Commission).
Jeżeli już wiadomo, że wprowadzenie usługi jest tylko kwestią czasu - nasuwa się pytanie - jak będzie działać i jakie treści będą wyszukiwane.
Firma będzie wyszukiwać wszelkie materiały, jakie zostały opublikowane przez nas lub te, na których można nas rozpoznać (zdjęcia, posty, komentarze, „lajki”, itp.). Raport, trafi do pracodawcy tylko jeżeli nasz wizerunek w sieci będzie negatywny. Na szczęście pojęcie „negatywny” jest stosunkowo względne. W tym przypadku prawdopodobnie będzie ograniczało się do wyrażanych opinii i postaw, które są społecznie negowane. Innymi słowy, jeżeli online ogłaszamy światu, że jesteśmy lubiącymi przemoc rasistami, czy zboczeńcami - możemy już nigdy nie znaleźć pracy. Zdjęcie z imprezy nie powinno pokrzyżować nam zawodowych planów...
Ale pozostaje także w tej kwestii pewna wątpliwość. Ewentualny raport będzie zawierał nie tylko informacje o naszych danych osobowych, naszych poglądach, ale także o seksualności i poglądach religijnych. Czy w tym wypadku decyzja o zatrudnieniu, czy też zwolnieniu będzie zależeć od osobistych preferencji i uprzedzeń szefa?
Co z informacjami z naszego życia prywatnego, które mogą nam potencjalnie zaszkodzić? Nie każdy pracodawca będzie chciał zatrudnić kobietę, która jest świeżo po ślubie, lub spodziewa się dziecka. Oczywistym jest, że nie przyzna, że powodem rozwiązania, bądź nie zawiązania umowy są właśnie powody natury stricte osobistej. Nikt jednak nie jest w stanie zapewnić, że to nie będzie miało żadnego wpływu. Wnioskując, de facto nie wiadomo, co może nam zaszkodzić. Czy to będzie seksizm, rasizm, wyznanie, orientacja seksualna, czy powiększająca się rodzina.
Jeżeli raport będzie powodem zwolnienia lub nie zatrudnienia, możemy zażądać kopii do wglądu. Tutaj link do screen'ów zamieszczonych przez Gizmodo.com, które pokazują, jak taki raport będzie wyglądał.
Strona główna firmy Social Intelligence
Być może wśród użytkowników internetu nie ma zbyt wielu nietolerancyjnych dewiantów. Z pewnością jednak znajdzie się sporo userów, którzy nie chcą być inwigilowani przez osoby trzecie lub po prostu nie zgadzają się, by kwestie prywatne wpływały na kompetencje zawodowe. Jeżeli jednak powstają firmy, które chcą specjalizować się w lustrowaniu pracowników, to znaczy, że potencjał jest spory. I co teraz?
Wyjścia są dwa. Albo staniemy na głowie, by zachować wszelką poprawność online (co niestety ciężko zrobić wstecz) i dać się poznać, jako wcielenie dobra i praworządności. Choć wydawać by się mogło, że ta opcja zarezerwowana jest tylko dla osób, które nie mają znajomych, nie imprezują i propagują poprawność polityczną. Dla tych, którzy nie potrafią stać na głowie pozostaje: stworzenie fejkowego konta, które będzie naszym drugim, lepszym wcieleniem. Najwyższy czas także wejść w Google i zapytać wujka, co o nas myśli. A następnie czym prędzej wziąć się za naprawianie błędów.
Lepiej zapobiegać, niż leczyć...
Wpis gościnny Weroniki W.