Social Media zdecydują, czy dostaniesz pracę
Jeszcze niedawno, by znaleźć pracę marzeń wystarczyło złożyć imponujące CV i wykazać się ponadprzeciętnymi umiejętnościami i doświadczeniem. Wraz z wkroczeniem w erę gwałtownego rozwoju Social Media poprawna aplikacja, a nawet udana rozmowa kwalifikacyjna może okazać się niewystarczająca.
Pracodawca zatrudniając nowego pracownika, nie wynajmuje tylko jego umiejętności, ale także jego aspiracje, zdolności interpersonalne, kreatywność i samodzielność realizacji podejmowanych zadań. O ile doświadczenie i zdolności można łatwo sprawdzić zaglądając w port folio i referencje, o tyle poznanie cech charakteru i temperamentu są często kwestią czasu.
Prywatna tożsamość, kultura słownictwa, czy skłonności kandydata nie są już prywatną kwestią, ani efektem długotrwałego poznawania. Z aktualnych badań Instytutu Badawczego Randstad wynika, że 2/3 Polaków ma przynajmniej jedno konto na portalu społecznościowym (badania przeprowadzono na próbie 13 tys. respondentów w 29 krajach świata). Aż 54% odpowiadających stwierdziło, że portale społecznościowe mogą być pomocne w szukaniu pracy. Podobnie uważają pracodawcy. Powszechną praktyką stało się „sprawdzenie” potencjalnego pracownika w sieci. To ogromna oszczędność czasu. Na zatrudnienie ma więc ogromny wpływ to, jaki wizerunek wykreowaliśmy w mediach społecznościowych, w jaki sposób się na nich wypowiadamy, jakie treści publikujemy pod swoim nazwiskiem. Oceniane jest także ogólne wrażenie, jakie sprawiamy na podstawie naszych działań w sieci. Sprawdzane w ten sposób jest także często doświadczenie. Takie działanie nosi nazwę Employer branding głoszące, że pracownik jest wizytówką firmy.
Social media a utrata pracyPojawić się może pytanie, czy sprawdzanie prywatnej tożsamości powinno mieć wpływ na kompetencje zawodowe. 67% respondentów w badaniu Randstad przyznaje, że zdają sobie sprawę z tego, że przełożeni śledzą lub mogą śledzić prywatne profile na portalach społecznościowych. Okazuje się, że wpływ na to jak jesteśmy postrzegani w pracy, może mieć nawet to, jakie treści „lajkujemy”, czy w jakich wydarzeniach deklarujemy swój udział. O ile Goldenline lub Profeo są portalami służącymi kreowaniu swojego wizerunku dobrego pracownika, o tyle Facebook, czy coraz popularniejszy w Polsce Twitter powinny zostać niezawisłą częścią naszej, całkowicie prywatnej sfery życia. I jak wynika z badań: 89% respondentów odpowiada, że portale społecznościowe służą tylko kontaktom prywatnym.
Inaczej zachowujemy się w stosunku do znajomych, a inaczej kiedy rozmawiamy z szefem. To oczywiste. Czy taki podział nie powinien pozostać zachowany także w kontaktach on line? O ile można się spodziewać, że na portalach społecznościowych służących budowaniu zawodowej atrakcyjności, będziemy oceniani właśnie pod tym kątem-należało by się spodziewać, że na portalach „prywatnych” oceniani będziemy pod innymi względami. Mając jednak na uwadze, że tak się nie dzieje, powinniśmy kreować pozytywny i poprawny wizerunek także na kontach całkowicie prywatnych. Tu słowem-klucz jest słowo „kreować”. Gdzie zatem miejsce na osobowość „po pracy” zarezerwowaną dla rodziny, przyjaciół i znajomych?
Zatarł się jednoznaczny podział na życie zawodowe i życie prywatne. Staliśmy się marką samą w sobie, która znajdzie swój rynek zbytu lub nie. W naszej gestii leży zatem decyzja, czy godzimy się na zakopanie swojej niepokornej natury i każemy jej czekać na lepsze czasy całkowitej niezależności finansowej. W opozycji wyboru pozostaje bronienie swojego prywatnego „ja”. Należy jednak brać pod uwagę pewien margines niepowodzeń.
Wpis gościnny Weroniki W.