Strona głównaO nasNasze szkoleniaKontakt
6/4/2010 ... Bartłomiej Rak

Nie ma internetu?

Przyjeżdżam na Święta Wielkanocne w rodzinne strony. Na kilka dni znów wprowadzam się do swojego pokoju w domu. Chwila z domownikami, ale potem szybko do komputera - trzeba sprawdzić co wydarzyło się w ciągu ostatnich 3 godzin podróży...

- Maaamuuśśśśśśśśśśś!!! Co jest z internetem, a właściwie to dlaczego go nie ma?
- Bartek zapomniałeś, że zmieniamy providera? To był przecież Twój pomysł...
- No tak racja. No nic, jakoś przeżyję.

Przeżyłem i zrobiłem setki innych rzeczy na które do tej pory nie miałem czasu. I wiecie co? Jestem z tego cholernie zadowolony! :) A dodatkowo dowiedziałem się, że wcale nie jestem uzależniony od internetu! Ufff...

Brak internetuBrak internetu

Swego czasu przeprowadziliśmy w firmie małe doświadczenie - nasza "copi" Staszyna dostała kategoryczny zakaz korzystania z internetu przez 24 godziny, nawet będąc w pracy! Zobaczcie co z tego wyszło:

Wielka Nieobecność Internetu

Mam na imię Staszyna, mam dwadzieścia trzy lata i jestem uzależniona od Internetu. Online spędzam te godziny dnia, których nie poświęcam na sen i przemieszczanie się. Myśl o Internecie opuszcza mnie tylko wtedy, kiedy się socjalizuję, albo zażywam weekendowych rozrywek. Rzucam wyzwanie nałogowi – przez czterdzieści osiem godzin będę żyła na całkowitym bezneciu. I to nie w weekend, ale w normalne dni pracy. Czy się złamię? Czy mnie to zmieni? Czego brakować mi będzie najbardziej? Przez najbliższe dwie doby będę szukała odpowiedzi na te pytania.

Wtorek, 27.10.2009
22:00. Dziś o północy zaczyna się detoks internetowy. Czterdzieści osiem godzin bez kontaktu ze światem. Nie będzie Facebookowej ucieczki od obowiązków, zapanuje cisza na Skype. Nie zapytam pana Gugla o datę urodzin Maryli Rodowicz ani o walutę Namibii. Będę zamęczała swoimi wątpliwościami wszystkich wokół. Na pewno zadam pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi. Wtedy odczuję wyższość Gugla nad znajomymi i zatęsknię.

22:30. Poinformowałam o eksperymencie wybranka mojego serca - M. Mówi, że w tym niezwykle trudnym czasie będzie potrzebne mi wsparcie duchowe i on mi go udzieli. Jest w tej chwili kilka tysięcy kilometrów stąd. Kontaktujemy się głównie internetowo. Teraz ograniczymy się do komunikacji komórkowej. Ale czy to jest ograniczanie się? Będę przesiewała swoje myśli i przekazywała mu tylko te wartościowe. Zilustruję je i za-mms-uję.

22:45. Moja współlokatorka S. siedzi w odległości trzech metrów ode mnie. Właśnie za pomocą Skype zaproponowała mi herbatę. Jutro będzie musiała powiedzieć to na głos.

23:30. S. na swojej ścianie na Facebooku napisała „Od jutra mieszkam z osobą na ciężkim detoksie. Jeśli przestanę się odzywać, to znaczy, że przegrała walkę z Internetem i stała się agresywna”. Natychmiast pojawiają się komentarze znajomych: „Czy ma już drgawki? Może lepiej niech pojawi sobie miskę obok łóżka, organizm na takie zmiany dziwnie reaguje.”

23:40. Dostaję straszliwego linka, który głosem syntezatora IVONA oznajmia, że zostało mi tylko 20 minut życia w Internecie. Potem mam przesrane.

Środa, 28. 10. 2009
00:01. Dostałam mailem całą kupę obrazków. Ściągnęłam je na dysk i oglądam offline. To komiks, który moja przyjaciółka B. stworzyła razem z P., szaloną absolwentką ASP. Jest cudowny! Mój śmiech obudził pewnie wszystkich sąsiadów, nocnego strażnika na parkingu i jego psa. Niestety - nie mogę go rozesłać znajomym. Od minuty jestem odcięta od świata. Wysyłam P. gratulacje smsem i kładę się spać.

01:00. Budzi mnie sms zwrotny. P. pisze, że „tak się nie da żyć! Jak głosi stare polskie porzekadło: bez Internetu ani do proga!”

8:42. Uciekł mi autobus, a przecież się nie spóźniłam. A może jeszcze nie przyjechał? Zmienił się rozkład? Chyba nie, MPK zostawiłby go w gablotce na przystanku, ku uciesze ludu. W komórce mam zdezaktualizowany, sprzed wakacji. Sprawdziłabym stan rzeczy na stronie MPK, ale to byłoby naruszenie zasad detoxu. Czy każdy, kto zda sobie sprawę z uzależnienia, musi się zmagać z absurdalną restrykcyjnością zasad, które na niego narzuca walka z nałogiem? Przypomina mi się druga albo trzecia seria Soprano. Chris Moltisanti (albo Moltasanti – nie pamiętam, a zguglować nie mogę) walczy tam ze swoją słabością do wszystkiego, co daje kopa. Na mafijnych imprezach szampan leje się po nagich biustach prostytutek, słowem – zabawa na cztery fajerki. A Chris siedzi w kącie skwaszony i pije wodę z cytryną (coli nie może).

8.45. A propos Soprano – właśnie sobie uświadomiłam, jak bardzo zaniedbam przez te dwa dni swoją Facebookową mafię. Zakładając, że co cztery minuty przybywa jeden punkt energii, przez czterdzieści osiem godzin nazbierałabym ich 720. To daje około czternaście niewykonanych zadań i pięćdziesiąt siedem niezarobionych milionów. Zmarnuję też dwa zastrzyki energii podarowane przez członków mojej mafii. O nieodpartych napadach na moją kasę wolę nie myśleć.

9:30. Spóźniłam się do pracy pół godziny. Ten czas poświęciłabym na czytanie maili, odpowiadanie na maile, kasowanie maili, oporządzanie blogów i pochłanianie wiadomości ze świata. Dlatego nie uważam tego za pełnowartościowe spóźnienie, raczej pół-spóźnienie. Po co miałabym siedzieć i obserwować ucieszone miny ludzkie, towarzyszące wynajdywaniu na Onecie informacji o Weronice M.P. (nie chodzi o Marię Pannę), skoro sama tej informacji nie przeczytam?

9:45. Graficzka O. pyta: „Naprawdę nie będziesz używała Internetu? To po co przyszłaś do pracy?”

11:20. Wszyscy czytają CV kandydata na drugiego grafika. Oglądają jego port folio i głośno się nim zachwycają. Ja się nie zachwycę, bo nie mam do niego dostępu – jest online. Czuję się wykluczona jak osoba głuchoniema na koncercie pieśni patriotycznych.

11:40. Właśnie się zorientowałam, ze nie znam stanu swoich finansów. Nie mogę sprawdzić, co dzieje się na moim koncie. A co, jeśli wczoraj przy obiedzie jakiś zwinny złodziej wyjął mi kartę z torebki, wybrał z konta wszystkie pieniądze, a potem spokojnie odłożył ją na miejsce, gdy ja spokojnie dojadałam kotleta? Pójdę potem do bankomatu, a on wypluje tylko kwitek „Jesteś spłukana”. Jeszcze półtora dnia życia w niepewności.

14.00. Dochodzę do wniosku, że to wcale nie Internet odciąga mnie czasem od pracy. Jeśli nie mam pomysłu, nic nie stworzę. Niezależnie od tego, czy mam dostęp do migających obrazków YouTube czy nie.

15:00. Słucham Trójki przez komórkę. Dowiaduję się, co prawda, że w skali od 0 do 5 inwestorzy zagraniczni ocenili przyjazność inwestycyjną Polski na poziomie 3,3. Nie wiem jednak, jaka jest pogoda w Moskwie i w Rio, a przecież mam prawo się tym interesować. TAKICH informacji w radio nie podają.

16:00. Stoję w kuchni i myjąc kubek, zastanawiam się, czy klub w Zakopanem to Armpstrong czy Armpstrąg. Chyba to pierwsze, ale zazwyczaj nie uwierzę, dopóki nie zgugluję. Wysyłam smsa do S. – jest z Zakopanego. Pisze, że zrobiła pranie i odkurzyła mieszkanie. O pstrągach ani słowa.

17:00. Na zajęciach z tłumaczenia prowadzący każe nam sprawdzić w Internecie znaczenie pewnego dziwnego wyrażenia. Mówi, że nie znalazł go w słownikach. Patrzy przy tym na mnie.

18:30. Jestem na wernisażu prac T razem z B. Malarze mówią, że później kroi się jakiś reset na mieście. Kiedy oddalam się do stolika z poczęstunkiem, B. tłumaczy im uprzejmie, że nie wdaję się w żaden reset, bo muszę wracać do domu i pisać pracę magisterską a tak w ogóle to wstaję jutro o ósmej i idę do pracy. Malarze się rozchodzą, a ja jestem przekonana, że reset został odwołany.

20.00. Ciekawe, co będę robiła przez cały wieczór? Bo przecież nie wezmę się za pisanie pracy. Poczytam książkę, mam kilka świeżych na półce. Albo wiem, zrobię jakiś śmieszny kolaż gazetowy. Zafunduję moim paznokciom tłustą witaminową kąpiel. Niech mają święto. Muszę posprzątać w kuchni i przyszyć guziki w płaszczu.

20:40. Słucham podcastów PR. Niewątpliwie pochodzą z Sieci. Czy to nie korzystanie? Pośrednie ale zawsze. Czy to już porażka?

21:00. Dowiaduję się, że zapiski z moich zmagań z uzależnieniem mają być skończone do jutra przed południem. To nie znaczy, że przerwę eksperyment. Dzięki niemu Internet lepiej będzie smakował w piątek. Piątkowe facebookowanie i blipowanie będzie jak zjedzenie mazurka i szyneczki w Wielką Sobotę po nabożeństwie.

Bartłomiej Rak – w branży interaktywnej reprezentuje jedno z pierwszych pokoleń, które dorastało z internetem, a jednocześnie pamięta jego początki w Polsce – generacja Y. Absolwent Informatyki Stosowanej UJ i student Marketingu Internetowego SGH. Pierwsze kroki stawiał w Zespole ds. Internetu ING Banku Śląskiego. Następnie przeszedł na drugą stronę marketingowej barykady i reprezentował agencję reklamową Supremum Group (Second Life) oraz tworzył agencję interaktywną Someday Interactive (w portfolio takie marki jak: ING Bank Śląski, Cisowianka czy YTONG/Silka). Specjalizuje się w zarządzaniu projektami internetowymi i Social Media - edukuje z zakresu działań w internecie. Wśród uczestników szkoleń Socjomanii pojawili się przedstawiciele takich brandów jak: PKP Energetyka S.A., Ringier Axel Springer Polska czy UM Gdynia. Zafascynowany internetem i prawie uzależniony od komunikacji za jego pośrednictwem...


Imię
E-Mail

1. 2012-02-21 - Kraków, Marketing internetowy dla organizacji pozarządowych

2. 2012-02-25 - Łódź, 48 godzin z social media marketingiem

3. 2012-02-28 - Kraków, Marketing internetowy w małej i średniej firmie

4. 2012-03-03 - Katowice, 48 godzin z social media marketingiem

5. 2012-03-24 - Wrocław, 48 godzin z social media marketingiem

zobacz więcej >>