Strona głównaO nasNasze szkoleniaKontakt
27/10/2010 ... Natalia Dołżycka

Mediafun Magazyn subiektywnym okiem

“Rany boskie, jestem kioskiem!” - tak pierwszy numer długo wyczekiwanego Mediafun Magazynu otwiera znany i ceniony bloger, czyli Maciek Budzich. Czy faktycznie udało mu się przekuć swoje blogowe doświadczenia w dobry kawał - już nie do końca internetowego - dziennikarstwa?

Miesięcznik Maćka liczy sobie aż 105 stron, dlatego wrażeniami dzielę się dopiero teraz - po kilkunastu dniach od premiery, ale za to mając za sobą dokładną lekturę wszystkich tekstów zamieszczonych przez mediafunową ekipę. No właśnie, ekipę, bo RedNacz postanowił do projektu zaprosić kilkunastu współpracowników - “ludzi internetu”, blogerów, specjalistów z różnych dziedzin. To dobrze, bo oznacza że wiąże z tym projektem poważniejsze plany. Ilu z tekściarzy z pierwszego numeru zostanie w czasopiśmie na stałe - zobaczymy w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Czym właściwie jest Mediafun Magazyn? Jak pisze sam redaktor naczelny we wstępniaku: “Mediafun Magazyn skierowany jest do wszystkich śledzących trendy w marketingu, kampanie i zmiany zachodzące w mediach, internecie – zarówno dla branży interaktywnej, managerów, studentów kierunków ekonomicznych jak i biznesu (MŚP) budującego swoją markę w sieci i szukających rozwiązań, wiedzy i inspiracji… mówiąc krótko, dla wszystkich którzy mają głowę pełną pomysłów, dostęp do klawiatury poszukują narzędzi jak swoje kreatywne ADHD skutecznie wykorzystać.” Tyle deklaracji. A jak jest naprawdę?

Poziom pierwszego Mediafun Magazynu nie jest równy. Czytając początkowe artykuły miałam wrażenie, że to wszystko gdzieś już było. Dlaczego nie kupować fanów, czy zatrudniać specjalistę od social media, “przykazania” mediów społecznościowych - takie dość ogólnikowe teksty można spotkać na każdym branżowym blogu - jeśli nie polskim, to na pewno zagranicznym. Najlepszym przykładem jest fakt, że niektóre z tych tekstów były... faktycznymi przedrukami z blogów, co osobiście uważam za niezbyt szczęśliwy pomysł. Biorąc pod uwagę, że Mediafun Magazyn to jednak czasopismo branżowe, wśród czytelników więcej będzie tych, którzy podobne porady czytali już z tysiąc razy, jak nie więcej. Na szczęście dalej jest dużo lepiej - teksty o social gamingu, promocji banków w internecie czy krzyżu jako logo globalnym są świeże, dobrze napisane i ciekawe. Poruszania właśnie takich zagadnień spodziewałabym się w kolejnych numerach magazynu. Oczywiście zdarzały się też teksty, które moim zdaniem dostały się tam przez pomyłkę (w tym co najmniej jeden, który powinien być oznaczony jako sponsorowany, a nie jest...), ale wierzę, że z czasem profil pisma podryfuje w dobrą stronę.

Szata graficzna całości jest lekka, jasna, zgodna z trendami. Dużo do życzenia pozostawia niestety sam skład tekstu - wszechobecne “buty” zamiast “pistoletów” (czyli taki sposób układania zdjęć, który sprawia, że oblany nimi tekst wygląda jak któraś z wymienionych figur), które utrudniają swobodne przemieszczanie się oka po tekście, pozostawianie zbyt krótkich akapitów na końcu kolumny, lid wyróżniony graficznie, a potem umieszczony jeszcze raz w tekście - błędów jest kilka, ale ktoś obeznany z prawidłowym łamaniem tekstu poradzi sobie z nimi szybko w kolejnych numerach.

Mam też nadzieję, że Maciek zdecyduje się też wkrótce na numer identyfikacji ISSN, stając się tym samym "pełnoprawnym" miesięcznikiem, co na pewno podniesie zaufanie do miesięcznika wśród reklamodawców i potencjalnych partnerów.

Na koniec mała refleksja - czy w dobie wszechobecnego internetu taka inicjatywa jest potrzebna? Moim zdaniem tak. Gazeta, nawet w formie pdfa, to wciąż gazeta, czyli coś, nad czym można spokojnie się pochylić, zastanowić, poczytać. To nie kolejny wpis na blogu czy artykuł w portalu branżowym, gdzie od uważnego czytania odciągają migające bannery, inne teksty, komentarze itp. Mam nadzieję, że ekipa Mediafun Magazynu dobrze wykorzysta potencjał, jaki drzemie w tym połączeniu interaktywności i tradycyjnych form dziennikarskich. Czego im z całego serca życzę!

A Mediafun Magazyn zobaczyć możecie np. tu:

Natalia Dołżycka - z wykształcenia Politolog, z zamiłowania socjomaniaczka. Pasjonatka internetu, nowych mediów i ich marketingowych możliwości. Absolwentka studiów podyplomowych "Marketing w sieci" w Krakowie. Zawodowo: Social Media Manager w Agencji Interaktywnej Positive Power (współtworzy osobną markę odpowiedzialną za social media w ramach Agencji) oraz freelancer, wspierający firmy i marki w skutecznej komunikacji w mediach społecznościowych.


Imię
E-Mail
Wyrażam zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz.U. nr 133, poz. 883) przez Bartłomiej Rak Kolorowa 7 43-360 Bystra NIP: 9372437488.
Wyrażam zgodę na przekazywanie mi informacji handlowych środkami komunikacji elektronicznej przez Bartłomiej Rak Kolorowa 7 43-360 Bystra NIP: 9372437488.

1. 2012-05-22 - Kraków, Marketing internetowy w małej i średniej firmie

2. 2012-05-26 - Kraków, 48 godzin z social media marketingiem

3. 2012-05-29 - Kraków, Facebook bez tajemnic

4. 2012-06-02 - Lublin, 48 godzin z social media marketingiem

5. 2012-06-04 - Warszawa, Marketing internetowy dla organizacji pozarządowych

zobacz więcej >>