Kto jest ekspertem?
Wszyscy już wiemy, że media społecznościowe w dość krótkim czasie pozwalają stworzyć wokół danej osoby tzw. "wizerunek eksperta". Przykłady można mnożyć. Jest jednak kilka "ale"...
Myślałem, że historia w którą wpisuje się niniejszy post zaczęła się dwa tygodnie temu. Dopiero wczoraj zrozumiałem, że jej szerszy kontekst trwa już od dobrego roku. Do rzeczy w takim razie.
Owe dwa tygodnie temu przeczytałem wpis zatytułowany "Cała prawda o Facebook marketingu" opublikowany przez Michała Ksiądzyne na blogu Top Menedżer - biznes i marketing w internecie. Było to moje pierwsze dłuższe spotkanie z powyższym blogiem. Wprawdzie miałem go w swojej "bazie" linków, jednak nie jestem przekonany jak się tam znalazł. Podejrzewam, że trafił tam gdy pewnego dnia nieznajomy mi Michał Ksiądzyna zaprosił mnie do kontaktów w serwisie Goldenline*. Jakiś czas potem serwis Goldenline informował mnie o dużej liczbie pozytywnych referencji jakie otrzymał Michał Ksiądzyna za swojego ebooka. Pomyślałem - "gość musi być dobry". Samym ebookiem się nie zainteresowałem, bo nie uważam żebym miał problem z zarządzaniem swoim czasem (co więcej nie przepadam za tematami "samorozwojowymi"). Zainteresowałem się dopiero gdy na moim GL wallu pojawiła się informacja o wpisie "Cała prawda o Facebook marketingu". Ta tematyka mnie interesuje, więc postanowiłem artykuł przeczytać. Efekt? Ciśnienie podniosło mi się na tyle, że zabrałem się nawet do komentowania! Normalnie tego nie robię. W większości przypadków po prostu mi się nie chce. Tym razem popełniłem błąd - na szczęście szybko się zorientowałem, że moja dysputa nic nie da.
Zainteresowałem się jednak osobą autora. Przeczytałem kilkanaście komentarzy (zarówno pod wpisem jak i w serwisie Goldenline) - można powiedzieć, że stosunek pozytywnych do negatywnych to 50% do 50%. Pomyślałem sobie, że coś tu nie gra. W mojej głowie miałem bardzo pozytywne wyobrażenie na temat Michała Ksiądzyny (głównie na podstawie liczby pozyskanych rekomendacji). Po lekturze komentarzy i wpisu, o którym wspomniałem szybko pozbawiłem się moich wcześniejszych wyobrażeń. Swoją drogą gratulacje - prowadzony marketing w serwisie Goldenline przyniósł skutek (np. zaproszenie ponad 6000 osób do kontaktów).
Osobą, która dość często negatywnie komentowała zdanie MK był Mirek Połyniak (autor bloga Skuteczny e-marketing). Osoba znana mi dużo bliżej, ale tylko poprzez pryzmat wizerunku internetowego. Eksperta oczywiście. Tutaj zdania nie zmieniłem, chociaż przy okazji, trafiłem na wątek dyskusji pomiędzy Mirkiem Połyniakiem (patrz tu), a Michałem Sadowskim (patrz tu). W komentarzach pod oboma wpisami można znaleźć przedstawicieli zwolenników jednej i drugiej strony. Znowu zapala mi się lampka bezpieczeństwa - "coś tu nie gra"...
Spójrzmy na całą sytuację pod innym kontem. Zakładam, że każdego dnia przynajmniej kilka osób wertuje Google w poszukiwaniu "eksperta" od czegoś tam. Jeżeli ja mam problem z określeniem kto nim jest, a kto nie - na podstawie dostępnej wiedzy i doświadczenia, to nie zazdroszczę osobom nie związanym z branżą. Jeżeli ktoś nie zada sobie wystarczająco dużo trudu, to można się nieźle przejechać. Dlatego nawołuję do osób, które chcą skorzystać z usług ekspertów - sprawdźcie ich dobrze, bo w dobie mediów społecznościowych wizerunek eksperta jest na wyciągnięcie ręki...
Demotywator ekspert
Na zakończenie pozwolę sobie umieścić część artykułu "Strzeż się eksperta" autorstwa Dominika Lipińskiego. Artykuł ten jest dostępny w serwisie Interaktywnie.com:
W erze Internetu, gdy praktycznie każdy może się stosunkowo łatwo wykreować na eksperta jest szczególnie ważne byśmy byli wyczuleni na „pseudoekspertów” i „złych ekspertów”. Wciąż zbyt wiele osób uznaje czyjś autorytet tylko dlatego że widzieli go w telewizji (lub na portalu internetowym). W jaki więc sposób możemy nauczyć się oddzielać ekspertów od „pseudoekspertów” i „złych ekspertów”? Osobiście mam 2 zasady którymi się kieruję: ‘show me the results’ i ‘jakim jesteś człowiekiem’.
Pierwsza mówi o tym, że świadomie decyduję się ignorować wszystkie tradycyjne oznaki wiarygodności jak wykształcenie uniwersyteckie, obecność w mediach, przynależność do organizacji branżowych itp. a zwracam uwagę na to, jakie konkretne, obserwowane efekty ekspert potrafi dostarczyć. Czy w dziale referencje na stronie WWW są jakiekolwiek informacje o obserwowalnych rezultatach osiągniętych przez klientów po jego zaangażowaniu? Czy są jakiekolwiek konkrety? Czy raczej „pieśni pochwalne” i opisy jakim to jest „fajnym facetem” i jak „dobrze się z nim współpracowało”?
Druga zasada dotyczy prostego spojrzenia na zwyczajne ludzkie zachowania takiej osoby. Podstawowy sygnał ostrzegawczy to przerywanie. Czy „ekspert” cechuje się elementarnym szacunkiem do innych – czy kiedy mówimy to naprawdę nas słucha, czy próbuje co chwila „przepchnąć” swój punkt widzenia? Czy kiedy zadajemy pytanie to odpowiada na nie, czy je ignoruje i snuje swoją własną opowieść? Mówi się o teście sekretarki – „pokaż mi jak traktujesz swoją sekretarkę a powiem Ci kim jesteś”. Mówiąc inaczej możemy ocenić klasę człowieka po tym jak obchodzi się z osobami zajmującymi niższe niż on stanowiska w hierarchii.
PS. Celem artykułu nie jest uderzenie w żadną z opisanych powyżej osób. To po prostu moje przemyślenia po lekturze materiałów dostępnych w sieci.
(*) - na Goldenline przyjmuję zaproszenia nawet od osób mi nie znanych. Taką mam politykę.