„Książkowy potwór” czy „zwyczajny okaz”?
Sprawa bojkotu sieci księgarskiej Empik przypomniała mi sceny z pewnego filmu. Pamiętacie „Masz wiadomość” (1998) z Meg Ryan i Tomem Hanksem? Ona prowadzi przytulną księgarnię „Sklep na rogu ulicy”, a on okazuje się być właścicielem ogromnych sklepów z książkami. Nawiązują romans w sieci, ale to już temat na zupełnie inny tekst. W życiu realnym są konkurentami na rynku księgarskim. I tak, w przeniesieniu na obecną sytuację pan Hanks reprezentuje właściciela sieci Empik, a Ryan byłaby tubą, która zbiera i wzmacnia głosy niezadowolonych wydawców i klientów.
Myślę, że gdyby wtedy portale społecznościowe były równie popularne, postać przez nią grana zamieszczałaby w sieci podobne posty do tych jakie wystosowała Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Autorka popularnej serii "Cukiernia pod Amorem" nawołuje czytelników: „Kupujcie w niewielkich księgarniach lub - najlepiej - przez Internet, bezpośrednio u wydawcy". O jej stanowisku w konflikcie możecie przeczytać tutaj.
Empik nie płaci wydawcom, a w rezultacie oni wstrzymują dostawy książek. Jest to ryzykowne posunięcie, gdyż wiele osób zaopatruje się w ciekawe tytuły właśnie w takich miejscach. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie tak ogromnego sklepu bez hitów książkowych na jego półkach (np. książka Danuty Wałęsy). Wydawcy są jednak zdeterminowani i grożą wpisaniem Empiku do Krajowego Rejestru Dłużników. Marek Dobrowolski, dyrektor handlowy wydawnictwa „Nasza Księgarnia” wyjaśnia (cytat za „Gazetą Wyborczą”): „Od momentu wystawienia przez nas faktury Empik ma aż 120 dni, żeby uregulować należności. Nieraz zdarzało się, że przekraczał ten termin o kilka miesięcy”. W tym roku czara goryczy się przelała. Podobno długi względem niektórych dystrybutorów sięgają nawet kilku milionów. Taka sytuacja powoduje zachwianie na całym rynku. Pieniędzy nie dostają wydawcy, drukarze, autorzy…
W odpowiedzi na tę sytuację na Facebooku powstała grupa „Nie karm książkowego potwora”, która zrzeszyła prawie pięć tysięcy osób w kilka dni. Bynajmniej, nie są to osoby, które tylko kliknęły „lubię to”. Na oficjalnym fanpage’u Empiku nikt nie komentuje tej sytuacji. Fani wymieniają się opiniami, ale na temat ulubionej animacji Disney’a czy świątecznych zakupów. Dyskusja jaka wywiązała się na ścianie głównej ich przeciwników świadczy o emocjach jakie wzbudza ten spór. Wśród rozmówców znajdziemy nie tylko osoby, które przyklaskują akcji, ale też sporo jej przeciwników.
Wiele osób zwraca uwagę na to, że inne (mniejsze) księgarnie również zalegają z płatnościami. Magdalena Walusiak: „Jedna duża wątpliwość. Dlaczego zaproszenie do rozmów zaczęliście Państwo od kreowania jednej firmy na potwora? […] Druga wątpliwość: ilu spośród innych zapraszanych powinno zacząć rozmowę od uderzenia się we własne piersi?”. Obrońcy starają się zwrócić uwagę na ludzką twarz „potwora", wymieniając projekty takie jak "Tenis10. Każde dziecko gra w tenisa". W odpowiedzi od razu pojawiają się głosy, że takie akcje (jakkolwiek szczytne) finansowane są z pieniędzy, które Empik zalega wydawcom.
Wśród komentarzy znajdziemy wiele pochwał malutkich księgarni (punkty dla Meg Ryan). Katarzyna Pytlik: „Nie pamiętam kiedy kupowałam w Empiku...w Poznaniu jest tyle klimatycznych księgarń z uprzejmą i kompetentną obsługą, że grzech nie skorzystać :)”. Niektórzy zrzucają winę na samych klientów. Kuba Fic: „To firma, która zachowuje się jak inne wielkie sieci, np. markety spożywcze, a głupi są ci, którzy korzystają z tego, tym samym dając asumpt do rozrostu takich różnych molochów i upadku małych firm”. Sprawa jest tak szeroko komentowana, że poświęcone są jej osobne notki na blogach.
Założyciele anty fanpage’a przekonują: „Chodzi o to, by przekonać uczestników rynku wydawniczego, że czytelnikom nie jest wszystko jedno, jakim kosztem okupiona została ich wymarzona publikacja”. Jeśli ktoś popiera ich postulaty, może podpisać się pod petycją skierowaną do wszystkich osób działających na rynku księgarskim. Wątpliwe są efekty takiego działania, ale sam anty fanpage na pewno przynosi duże rezultaty i przede wszystkim rozgłos. Sprawę już nagłośniły największe media w kraju. Według sondażu przeprowadzonego na anty fanpage’u, 45% respondentów deklaruje, że przestanie kupować książki w Empiku.
Przedstawiciele sieci uważają, że jest to sprytny ruch konkurencji (szczególnie w okresie przedświątecznym), a cała akcja w internecie to manipulacja wyrywkowymi informacjami. Nawet wśród przeciwników Empiku, padają negatywne opinie na temat wzbudzania w czytelnikach poczucia winy, że kupują w tej sieci. Małe księgarnie będą musiały wycofać się z rynku, ale nie dlatego, że straszy ich jakiś potwór. Winą jest znacznie częściej pięcioprocentowy podatek VAT oraz spadek czytelnictwa i zainteresowania książką drukowaną.
W prezentowanej tutaj scenie z filmu „Masz wiadomość”, właściciel megastore’ów zaleca swojej konkurentce, aby przestała się przejmować tym, że jej biznes jest za mały i zaczęła walczyć. Myślicie, że przeciwnicy „potwora” również oglądali ten film?