Google zakłada ci teczkę
Wszyscy jesteśmy klientami firmy Google. „Kupujemy” od nich wyniki wyszukiwania, konta mailowe, kalendarze, możliwość oglądania filmów i wiele innych usług. Podpisujemy z nimi umowę tak samo jak robimy to przy zakupie samochodu. 1 marca zmienią się niektóre jej warunki. Ilu z użytkowników przeczytało ten aneks? Tekst szczególnie dla tych, którzy nie wiedzą, co ich łączy z Google.
Podoba mi się sformułowanie autorów nowego regulaminu, że tekst warunków korzystania nie jest arcydziełem (skąd ta skromność?:), ale należy go przeczytać. Nowe zasady to w większości powtórzenie tego, co już funkcjonuje. Jednak zasadnicza zmiana polega na tym, że Google będzie kumulowało twoje dane w jednym miejscu i wykorzystywało je, kiedy odwiedzisz inny serwis firmy. Załóżmy, że obejrzysz na Youtube’ie kilka filmików o nurkowaniu. Google posłuży się tą informacją przy wyborze reklam. Na twoim koncie wyświetlą się np. promocje na płetwy. Można powiedzieć, że firma z Mountain View będzie posiadała „twoją teczkę”. Warto, abyś zastanowił się, co tam się znajdzie.
W jaki sposób Google zbiera informacje o tobie? Na dwa sposoby: zapamiętuje dane, które podajesz przy zakładaniu konta i zapisuje te, które „wklikujesz”, czyli strony jakie odwiedzasz, reklamy, które przyciągają twoje zainteresowanie itp. Google ustala także to, gdzie się znajdujesz. Jak czytamy we wprowadzeniu: możemy ostrzec użytkownika przed spóźnieniem na spotkanie, biorąc pod uwagę jego lokalizację oraz dane z kalendarza i lokalne warunki drogowe. Algorytm wyszukiwania podaje ci listę wyników dostosowaną do twoich preferencji. Wszystko pięknie, ale pamiętajmy, że ma to również swoje „ciemne strony”, a więcej o tym przeczytasz na blogu Pawła Tkaczyka.
To dążenie do personalizacji, czyli dostosowywania wyników wyszukiwania do twoich potrzeb wynika z faktu, że Google musi konkurować z Facebookiem. Nie jest to proste, gdyż Zuckerberg dysponuje „siłą znajomych”. Jeśli chcemy zjeść coś, co lubimy, to lepszą propozycję podsunie nam kolega na Facebooku (zna nasze preferencje kulinarne) niż jakakolwiek wyszukiwarka. Dlatego Google zrobi wszystko, aby nas lepiej poznać :) Nawet treść regulaminu pachnie tą rywalizacją. Przejrzałam wszystkie jego wersje od 2005 do 2011 roku i zawsze zaczynały się od stwierdzenia, że prywatność jest najważniejsza. Najnowsza wersja kładzie nacisk na coś innego. Czytamy w niej, że Google można używać w różny sposób, np. wyszukując i udostępniając informacje, komunikując się z innymi osobami czy tworząc nowe treści. Wygląda to na bezpośredni zwrot do adresata – użytkownika, który kojarzy Google tylko z wyszukiwarką. Połączenie wszystkich usług w jeden pakiet daje gigantowi z Mountain View sporą przewagę nad Facebookiem. Dużym ułatwieniem jest posiadanie wszystkiego w jednym miejscu.
Google tłumaczy się chęcią ujednolicenia wszystkich zasad i przepisów oraz ułatwienia korzystania z usług i wymiany informacji między użytkownikami. Dotychczasowe dokumenty zostały zebrane w jeden - prosty i przejrzysty. Jak czytamy we wprowadzeniu: rezygnujemy z ponad 60 różnych polityk prywatności w Google na rzecz jednej, o wiele krótszej i bardziej zrozumiałej dla odbiorcy. Zapoznaj się z nową polityką prywatności. Podstawowe jej założenia podane w przyjemnej formie:
Możesz zarządzać swoimi danymi za pomocą narzędzi prywatności. Tam zmienisz preferencje, dotyczące historii wyszukiwania. Możesz ją ukryć, jeśli - jak sugeruje Google - planujesz przyjęcie niespodziankę lub z innych powodów ;)
Nowy regulamin jest „podany” bez żargonu prawniczego i niezrozumiałych pojęć. Na pytanie, czy firma sprzedaje dane użytkowników, w odpowiedzi nie ma listy paragrafów, które tego zabraniają, ale stwierdzenie: to po prostu nie w naszym stylu (brzmi trochę jak z filmu gangsterskiego). Istnieje nawet specjalny pogromca żargonu, gdzie wyjaśniane są trudne pojęcia związane z siecią.
W Google nikt cię nie trzyma na siłę - Nie podobają ci się nasze warunku, droga wolna. Chwila moment, to wszystkie twoje graty. Nie zamierzamy ich trzymać. Google działa bowiem w ramach idei uwolnienia danych, która wyraża się w tym oświadczeniu:
idea uwolnienia danych
Na tej stronie dowiesz się, jak pobrać swoje dane z poszczególnych narzędzi. Jeśli chcesz sprawdzić swoją teczkę, zajrzyj do panelu. Ciekawe informacje znajdziesz również tutaj - Data Liberation Blog. A na koniec pozytywny akcent w temacie: