Avatar - piękna fabuła
Szczerze przyznaję, że dawno się tak nie wkręciłem na żadnym filmie, jak dziś na Avatarze Jamesa Camerona. Świetne efekty, ale i nie mniej dobra fabuła. Poniżej moja opinia na gorąco.
Myślałem, że jestem jedną z ostatnich osób, która na Avatarze jeszcze nie była. Jakież było moje zdziwienie, gdy pomimo późnej godziny, we wrocławskim Multikinie zobaczyłem wypełnioną po brzegi salę kinową. Nie jestem fanem filmów o statusie przeboju kasowego (zdecydowanie wolę zacisze małego kameralnego kina na krakowskim Rynku + $ + nikt nie je popcornu + atmosfera + filmy o których nie mówią wszyscy). Między innymi dlatego był to mój pierwszy raz wyświetlany w technologii 3D - mówiąc językiem nowomowy: "szału nie ma". W przypadku Avatara do kina przyciągnęły mnie liczne komentarze dotyczące efektów specjalnych.
Muszę przyznać, że efekty specjalne robią wrażenie. Zresztą co tu dużo mówić - cały film jest jednym wielkim efektem specjalnym. Standardowe zdjęcia stanowią na pewno jego mniejszą część. Swoją drogą ciekawe za ile lat taniej będzie nakręcić film, gdzie wszystko jest trochę fantastyczne, niż zatrudniać aktorów z pierwszych stron gazet? 10? 20? Nie będę się rozwodził nad samymi efektami specjalnymi. Nawet jeżeli komuś sam film nie przypadnie do gustu, to ze względu na technologie w nim zastosowane naprawdę warto go zobaczyć!
Słyszałem, że wielu osobom nie podobała się fabuła Avatara. Powtarzają się opinie, że Cameron niczego nowego nie wymyślił, a całość jest bardzo przewidywalna. Pewnie tak jest, ale osobiście uważam, że fabuła tego filmu jest nie mniej cenna, niż efekty w nim zastosowane. Może będzie to mała nadinterpretacja, ale:
1. Film opowiada piękną historię miłosną - taką z czasów dzielnych rycerzy i pięknych księżniczek. Pewnie każdy z Was pamięta nie jeden taki obraz. Autorzy Avatara w mistrzowski sposób przenieśli piękne napięcie występujące pomiędzy dwójką głównych bohaterów o kilkaset lat do przodu.
2. Film świetnie pokazuje nas - ludzi - biegających za $ i rozwojem cywilizacyjnym. Potrzebujemy ropy - nie ma problemu można przecież najechać Irak itd.. Tam ludzie ciągle korzystają z broni sprzed 20 (i więcej) lat, a nasze technologie w głowie się im nie mieszczą (analogia do polityki USA). W tej opinii nie jestem odosobniony ;)
3. Po oglądnięciu Avatara jakoś inaczej patrzę na "zielonych". Sposób w jaki tubylcy komunikowali się z otaczającą przyrodą był naprawdę niesamowity. Gdybyśmy my tak mogli... Gdybyśmy tak szanowali naszą planetę...
4. Po raz kolejny słabszy, ale rdzenny mieszkaniec danego miejsca wygrywa z silniejszym, na pierwszy rzut oka, najeźdźcą. Jeżeli ktoś uważa, że Dawid i Goliat się zdezaktualizował to jest w błędzie. Brak poszanowania tradycji może skończyć się tylko w jeden sposób - porażką.
5. Schemat ostatecznego pojedynku powinien nam, Polakom, przynieść na myśl czasy II Wojny Światowej. W Avatarze przeciwko zmechanizowanym ludziom stają tubylcy innej planety uzbrojeni w łuki i oswojone zwierzęta. Czy to nie nasza zbrojna kawaleria broniła kraju przed najeźdźcą na koniach?
Jednym słowem jeżeli ktoś uważa, że schematy fabularne przyjęte w Avatarze są przewidywalne to ma oczywiście rację. Schematy te stanowią jednak bardzo ważną część naszego świata i naszej kultury, a sposób w jaki zostały przedstawione w Avatarze jeszcze bardziej dodaje im blasku.
Gorąco polecam Avatara wszystkim!