Strona głównaO nasNasze szkoleniaKontakt
26/1/2012 ... Michał Kosecki

ACTA - zapominamy o meritum

Przeglądając komentarze i opinie użytkowników oraz obserwując ich zachowanie względem czy to artykułów na temat ACTA, czy nawet postów fanpage’y mających gromadzić ludzi sprzeciwiających się podpisaniu tej umowy, można dojść do kilku prostych wniosków:
- jak zwykle wychodzi z nas pieniactwo;
- jednoczy nas tylko wspólny wróg;
- chętnie wtłaczamy tyle jadu zakrapianego politycznymi preferencjami, ile się da;
- w masie obniża się średnie IQ i stopień zrozumienia przesłania.

Przykład? Poczytajcie sobie komentarze pod postami, w których największe fanpage o tematyce związanej z ACTA nawołują do zaprzestania ataków na strony rządowe albo odcinają się od nich i ich nie popierają. Bardzo szybko okazało się, że:

  • jest publiczne przyzwolenie na „ataki”, bo wielu żyje w przekonaniu, że cel uświęca środki;
  • że tak naprawdę chodziło o bunt przeciw rządowi/politykom i blokowanie/ataki na strony, a nie o protest przeciwko wprowadzeniu ACTA – środek do celu okazał się być celem;
  • wiele komentarzy było nie na temat lub sugerowało (delikatnie mówiąc), że komentujący nie przeczytał postu ze zrozumieniem lub wcale;
  • zarzuca się sprzedajność, upolitycznienie, kłamstwo, etc.

Okazuje się, że trudno tonować negatywne emocje i (powiedzmy to sobie szczerze) stanowiska anarchistyczne, bo takie spotykają się z największym poklaskiem (zła wiadomość i sensacja sprzedaje najlepiej). Być może podobne komentarze znajdziecie także pod tym tekstem, bo pod wcześniejszym odwiedzający sobie pozwolili na wiele. :)

Tyle się pisze i mówi o społeczeństwie obywatelskim – świadomym, „ciekawym świata”, a wszelkie masowe akcje pokazują, jak wiele jeszcze jest do zrobienia. Naprawdę chciałoby się mówić i pisać już nawet o tym, że mamy społeczeństwo postpolityczne, ale tak nie jest – dla większości sprowadza się to do obalenia rządu, postawienia pod Trybunał Stanu itp., itd...

A gdyby tak każdy, w ten sposób podżegający, otrzymał wezwanie na policję w celu złożenia wyjaśnień? A każdy „atakujący” strony rządowe lub instytucji publicznych (nawet tylko za pomocą sławnego ostatnio LOIC) otrzymał pisemne ostrzeżenie o konsekwencjach, wysłane listem poleconym ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru na adres zameldowania, sygnowanym np. przez CBŚ, ABW i Komendę Główną Policji? Nic więcej, czysta informacja. Jestem przekonany, że w większości przypadków konsekwencje wyciągnęliby rodzice wobec swoich pociech. Ale już samo to wystarczyłoby, by tych „wybranych” nominować na męczenników narodu i zacząć na nowo dyskusję o zamachu na wolność. Bo punkt widzenia nagle się zmienia, kiedy zmienimy krzesełko.

Jasne, że można się śmiać z tego wszystkiego, ale jest to już raczej śmiech histeryczny. Jeszcze wczoraj zastanawiałem się, który z wypowiadających się polityków przeczytał w końcu tekst ACTA, choćby przed tym, jak podzieliłem się tą myślą na fejsie. Dochodzi się do coraz smutniejszych wniosków – chwytając się idei pracy u podstaw czy oddolnych inicjatyw mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Najbardziej krytyczne (nie krytykanckie, bo to też się większości myli) i rzeczowe teksty spotykają się z najmniejszym zainteresowaniem mas.

Są też pozytywne działania i reakcje, a jakże. Przedwczorajsza manifestacja pod siedzibą Parlamentu Europejskiego w Warszawie była jednym z bardziej pokojowych i pozytywnych zgromadzeń. Namiastkę tego, co się tam działo, możecie zobaczyć u Macieja Budzicha lub na własną rękę na YouTube'ie. W Krakowie też było spokojnie (zebrało się aż 15 tysięcy osób!), ale w Kielcach niestety już nie... Rozmaite inicjatywy i legalne działania przez nie prowadzone, przynoszą skutki – doczekaliśmy się odpowiedzi niektórych posłów, znamy już stanowisko GIODO i UKE w sprawie ACTA. Opublikowano już wiele istotnych tekstów na ten temat – polecam poszukać na początek publikacji Piotra Waglowskiego i Jarosława Lipszyca, choćby to miały być tylko ich posty na Facebooku, to cenna wiedza.

O co się bijemy?

ACTA nie jest powodem do paniki – jest powodem do niepokoju. Jest bublem prawnym, który:

Co można zrobić?

Po pierwsze, przeczytaj treść ACTA – nie musisz jej nawet zrozumieć. Tekst w wielu miejscach jest napisany w taki sposób, że człowiekowi niezwiązanemu ze środowiskiem prawnym jego przeczytanie zlasuje mózg bardziej niż lektura niejednego tabloidu. Tu powinna Ci się zapalić pierwsza lampka ostrzegawcza – jak coś takiego mogło już zostać podpisane? Kto w ogóle dopuścił to do publikacji i pozwolił, by wdrożono w życie?

Po drugie, załóż klapki na oczy – ale nie te, które nie pozwalają Ci myśleć krytycznie. Nie myśl „Tusk” tylko „Premier”, przestań przyklejać partyjne etykiety czy epatować tekstami w stylu „czytam tylko Wyborczą / czytam tylko Rzeczpospolitą”. Ba! Podchodź krytycznie nawet do przytoczonych przeze mnie tu tekstów – nic nie przyjmuj jako prawdę objawioną – myśl samodzielnie. Waglowski, Lipiński i inni to specjaliści w określonych dziedzinach, ale nie bogowie, alfy i omegi. Popatrz, jak wysnuwa się wnioski w artykułach – spróbuj dostrzec, o czym nie napisano, co pominięto. Zadawaj pytania! Także sobie samemu i szukaj na nie odpowiedzi.

Po trzecie, stań naprzeciw siebie – szukaj argumentów za wprowadzeniem ACTA, nawet nie na poziomie tego konkretnego dokumentu, ale samej idei. Intencją wprowadzenia ACTA była regulacja międzynarodowa – pomyśl o tym, jak można by sformułować zapisy, które dotyczyłyby tylu różnych porządków prawnych.

Po czwarte, sam szukaj i weryfikuj – zobacz, jak głosowali europosłowie w sprawie ACTA. Nie polscy, bo to łatwizna. Poszukaj głosów innych narodowości i zobacz, jak to się ma do nastrojów społecznych w danym kraju czy stanowiska danego rządu. Śmiejesz się z tego, że na żadnym ze szczebli „konsultacji społecznych” nie zgłaszano uwag do ACTA – dowiedz się, dlaczego. Zobacz odpowiedź rządu szwedzkiego na temat stanowiska w sprawie ACTA, o którą zapytał dziennikarz Svenska Dagbladet (w 2009 roku!).

Po piąte, działaj – pierwsze manifestacje i zgromadzenia za nami, ale będą kolejne. Nie chce Ci się wychodzić? Wrzuć chociaż informację o tym na swoją tablicę zamiast durnego obrazka „stop ACTA”. Napisz maila do posła/posłów z Twojego okręgu, napisz do lokalnej telewizji, znajomego, który pracuje w mediach albo będzie zainteresowany tą tematyką – powiedz o swoich własnych wątpliwościach, zapytaj, co on na ten temat sądzi, co może powiedzieć – z własnej perspektywy. Przedwczoraj miał miejsce blackout i protest polskich stron internetowych, w którym brało ich udział około 2000. Mimo braku uczestnictwa większych graczy (wyjątek: grupa Allegro), cała akcja dotarła do 60% internautów (80%, jeśli wliczyć serwisy Allegro). Napisz do kilku większych z pytaniem, dlaczego nie wzięli w tym udziału albo czy zamierzają, w jakiś sposób ustosunkować się do ACTA. Zapytaj w końcu, czy widzą w tym jakieś zagrożenie czy raczej korzyści – i jeśli tak – to jakie? Przestań to czytać i wymyśl, co jeszcze można zrobić.

Po szóste, zachowaj zdrowy rozsądek i kulturę. Czytaj, słuchaj i oglądaj nie dlatego, żeby przyjąć wszystko na klatę, ale wyrobić sobie własne zdanie „słuchając różnych kłamstw”. Nie karm trolli. Olewaj dyskusje, w których nie dostrzegasz dialogu, a jedynie prowokację i rozmowę nie na temat. Ceń własny czas, ale oszczędzaj też innych – tematyka ACTA jest powodem do dyskusji, a nie spamowania.

Michał Kosecki (michalkosecki.com) - student edukacji medialnej i dziennikarstwa, pasjonat designu i prawa; analityk nowoczesnych narzędzi komunikacji marketingowej i wizualnej, projektant na potrzeby sieci web i druku, specjalizujący się w interfejsach użytkownika (UX/UI). Gościnny autor Socjomanii.


Imię
E-Mail

1. 2012-02-25 - Łódź, 48 godzin z social media marketingiem

2. 2012-02-28 - Kraków, Marketing internetowy w małej i średniej firmie

3. 2012-03-03 - Katowice, 48 godzin z social media marketingiem

4. 2012-03-20 - Kraków, Marketing internetowy dla organizacji pozarządowych

5. 2012-03-24 - Wrocław, 48 godzin z social media marketingiem

zobacz więcej >>